| Pamiętnik Indianistki | |||
|
XXX ZLOT PRPI - Uniejów 2006 (28.07-06.08)
Dla mnie XXX zlot okazał się zlotem wyjątkowym. Po raz trzeci w życiu mogłam doznać tego cudownego uczucia ekscytacji i bezgranicznego szczęścia, które ogarnia mnie za każdym razem, kiedy widzę rozstawione gdzieś w "dziczy" tipi. Mimo, iż pierwszy raz widziałam Uniejowską łąkę na oczy to czułam się jakbym wracała do domu, do dobrze znanych mi źdźbeł trawy i rwącego nurtu Warty. Miałam ochotę nosić i nosić i nosić - tyczki oczywiście :) Powitań, miśków, uścisków, śmiechów i radości końca widać nie było ;) W końcu wspólnymi siłami postawiliśmy nasz "dom" i mogliśmy pomóc naszym kochanym sąsiadom. Co też uczyniliśmy bez namysłu ;) I znów nosiliśmy i nosiliśmy i nosiliśmy - tyczki oczywiście :D hehe Niektórzy narzekają na teren, na którym odbywają się Uniejowskie zloty. Może jestem mało wymagająca, może nadzwyczaj łatwo przystosowywuję się do trudnych warunków a może po prostu mój dość jeszcze młody wiek robi swoje? Tak czy siak mimo, iż nie było w pobliżu lasu, w którym można było by się schronić przed palącym słońcem to wspaniała rzeka i rzadko porastające jej brzeg drzewa w zupełności mnie satysfakcjonowały. Ale jak już zaznaczyłam - nie jestem wybredna i cieszę się z tego co jest... (pełne zrozumienie dla ludzi mających problemy zdrowotne związane ze słońcem i przede wszystkim problemy zdrowotne bo te jestem w stanie zrozumieć i przyjąć do wiadomości). Arena - byłam pełna tak szczerych chęci pomocy przy jej budowie... Darek - czemu mnie nie wziąłeś za włosy i nie przyciągnąłeś jak już zaczęliście? ;) Wiem, że to Was nie pocieszy, ale za rok będę koczować przy arenie choćby i przez pół zlotu, ale w końcu dorzucę nieco własnego serca w owo szczególne miejsce :) Mam nadzieję, że ktoś pożyczy mi w nocy koc ;) POW WOW - ludzie traktowali je nie jak czas, kiedy mogą być razem. Być i stać się niemal idealną jednością. POW WOW było dla niektórych jak "telewizor w przedpokoju". Przechodzisz bo musisz, rzucasz okiem - czasem nawet z zainteresowaniem - i idziesz dalej bo masz ważniejsze i ciekawsze sprawy na głowie. Za każdym razem kiedy odśpiewywany był Honor Song, gdy grany był początek Hymnu Polski... Za każdym razem ogarniało mnie niesamowite poczucie wzruszenia, jedności i ciepła rodzącego się z samego bycia obok siebie. Nawet jeśli nie byłam tuż przy arenie tylko gdzieś obok, stawałam i... Dla mnie jest to oczywiste - dla innych chyba już nie... (POW WOW - http://www.huuskaluta.com.pl/powwow.php) Faktoria - niektórzy mówią, że była za blisko, ale ja ze swoich źródeł wiem, iż stało się tak z przyczyn technicznych ;) Tak czy siak to mam dwa tylko - lub aż - zarzuty: za drogo i za mało. Poza tym to faktoria jest najmniej znaczącym elementem całego zlotu, więc co się będę rozpisywać ;) Nie wiem jak inni, ale ja po raz pierwszy na prawdę nie wiedziałam na co się zdecydować - tu mecz, tu spotkanie, tu coś tam innego. Dzięki Bogu jest takie coś jak Indian time :) hehe Ech... Popływałam, postrzelałam z łuku - straciłam jedną strzałę :P hehe, zadymiłam się dymem... w tipi. I tylko jednego bardzo, bardzo mi żal - kaszki Staszka, której w tym roku nie skosztowałam! ;( weeee!!! :( hehe Znów pomagałam w szałasie - miało to dla mnie jeszcze większe, dużo większe, znaczenie niż ostatnim razem. Reklamowałam stragany - Ach, nareszcie znalazłam tę książkę co się rozeszła w 2 mln. egzemplarzy. Dwa lata jej szukałam! :P hehe - tak... :) Chodziłam i przytulałam, wyjadałam, marudziłam, pomagałam i dręczyłam. :) Otwarte spotkania Zlotowej Rady trochę mnie zawiodły, ale może postawiłam zbyt wysokie oczekiwania? Spotkanie Czerwonych Sukienek też nie przyniosło rewelacji, ale ważne, że w ogóle się odbyło :) hehe Miejmy nadzieję, że na owej jednorazowej inicjatywie się nie skończy! :) Poza tym to spotkania, spotkania i spotkania - wszędzie i ciągle zawsze ciekawe :) hehe A potem wstałam o 04:20 i o 05:00 rano spotkałam się z innymi biegaczami przy Centralnym Ogniu. Bieg Dla Tradycji... Powiem Wam szczerze, że strasznie się bałam. Bałam się, że zawiodę siebie i innych i że nie przebiegnę moich deklarowanych trzech kilometrów. Jednocześnie powzięłam mocne postanowienie, że choćbym miała paść to nie poddam się :) Po przydzielaliśmy się do aut i w ten sposób powstały grupy biegaczy. Stuff zaczął krążyć - z rąk do rąk... Trafił na Nas - mnie, Darka, Emi i Pawła (kochany kierowca naszego kochanego groszkowego indian caru:) Drogą selekcji - nie do końca ją pamiętam i rozumiem bo lekko byłam oszołomiona - zostałam wybrana (wybraniec :P hehe) na tę Pierwszą. Początkowo przerażona, po chwili dumna ruszyłam przed siebie. I tak biegłam... Biegliśmy. Dobiegliśmy. Nawet nie wiecie jakie to cudowne uczucie biec z bębnem w ręku. Biec do utraty tchu... Dziękuję Wam za to, że mogłam biec z Wami i przy Was! :) A potem około 12:00 było otwarcie Alei naszego Sata... I znów pobiegliśmy. Pobiegliśmy ze świadomością, że od dziś, tam w parku Uniejowskim jest miejsce drogie dla każdego z nas, miejsce gdzie zawsze będziemy mogli wrócić... XXX zlot. Pachnie indiańskimi plackami, pachnie kawą od TDK, pachnie dymem z ogniska, rysuje się w świetle gwiazd, stoi pod Wielką Niedźwiedzicą, odchodzi w przeszłość - zostaje w sercach. Dzięki Ranoresie - ogromne dzięki! Mirrow
| |||
| All rights reserved - Mirrow. | |||