Pamiętnik Indianistki  

XXXI ZLOT PRPI - Nowa Wieś Ujska (27 lipca - 05 sierpnia 2007)

Idę wąską asfaltówką pełna sił i radości - to już blisko, już za wzgórzem. Ktoś biegnie - przez głowę przelatuje oczywista myśl: bieg apacza? Myśl, którą odrzucam niemal natychmiast. Ale po jakimś czasie widzę kolejnego biegacza. A może jednak...? Przechodzę przez ogrodzenie i wchodzę na rozległą łąkę. Przecinam ją idąc na ukos. Idę w kierunku majaczącego gdzieś w oddali pasa lasu. W końcu dostrzegam tak bardzo upragniony widok - krąg tipi. Wdzieram się w głąb pola - tak będzie szybciej. Docieram do wydeptanej ścieżki, która niczym wąż wije się po sam obóz. Wkraczam między namioty nie mogąc uwierzyć, że to wszystko jest prawdą. Rozglądam się i napatrzeć się nie mogę. Jestem w domu.

Powitania, powitania, powitania. Na powitanie placki z miodem by TDK - ymm, Cieniu, wiedziałeś czego mi było trzeba :) Myślę, że nie przeżyłabym nadchodzącego roku akademickiego bez placków i kawy od kochanego TDK ;) Później małe porządki w naszym "burdelllo-tipi" i zwiedzanie okolicy. A okolica piękna i jest co zwiedzać.

Powiem szczerze, że bałam się tegorocznego zlotu. Bałam się, że będzie mało osób; że nie będzie co robić; że ludzie będą snuć się jak cienie swoich cieni itd. Bardzo pozytywne zaskoczenie! Do wiadomości tych, których nie było - było co robić! Był bieg apacza, były wyścigi canoe, było spotkanie czerwonych sukienek, było pow wow, była Sacharuna, były zawody na równoważni, można było postrzelać z łuku i wiatrówki, był też czas na leniuchowanie, obżeranie się, paciorowanie i zakupy. Główny ogień jakby za dotknięciem czarodziejskiej różdżki odżył. Płomienie lizały gwieździste niebo, a iskry niosły głos bębna. Słowa jednak nie oddadzą zapachu ogniska, rytmu serca, głosów połączonych wspólną pieśnią, rąk splecionych w tańcu przyjaźni...

Nie obyło się bez odwiedzin miejscowych. Była też mała dyskoteka. Nie wiem jak inni, ale ja za takimi atrakcjami nie przepadam. Ale może ja jakaś inna jestem. Poza tym za dużo ciepłej wody było. Za dużo słońca. Za dużo deszczu. Za dużo papieru. Za dużo wiatru. Za dużo chmur. Za dużo... Myślę, że wypełniłam limit narzekania - mój lekko ironiczny ukłon w stronę zlotowych narzekaczy (wybaczcie - pokusa była silniejsza ode mnie ;).

Ludzie po raz kolejny pokazali, że potrafią się zjednoczyć. XXXI zlot będzie zlotem Cienia - kochany Cieniu, wszystkiego dobrego! :*

Cieszę się, że udało mi się przyjechać na ów wyjątkowy zlot - wyjątkowy nie tylko w moim odczuciu, ale i w odczuciu bardziej doświadczonych zlotowiczów, żeby nie napisać weteranów. Chociaż tak na prawdę, to każdy kolejny zlot, każdy kolejny rok, każde Nasze spotkanie - jest wyjątkowe. Sęk w tym, że nie każdy potrafi to dostrzec i docenić. Szkoda. Mam nadzieję, że już wkrótce nasze dłonie znów się spotkają, nasze głosy połączą w jeden, nasze spojrzenia uśmiechną i wspólnie zatańczymy w rytm naszych serc...

Mirrow

http://www.cztery.com.pl

All rights reserved - Mirrow.